Rynek paliw rozmontowany - czy grozi nam 10 zł za litr ON?

Jeszcze niedawno min. Motyka zapewniał, że 10 zł  za litr ON nam nie grozi. Niestety nie wiedział, że działania bojowników Huti w rejonie Morza Czerwonego i zniszczenie (10 września) części  rurociągu East—West stanie się faktem. Sytuacja na rynku paliw jest trudna, a nawet bardzo trudna. Wojna na Bliskim Wschodzie trwa i nie ma szans,  ani chęci ze strony Donalda Trumpa, aby zakończyć tę niepotrzebną wojnę przed wyborami połówkowymi do Kongresu w Stanach Zjednoczonych.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Rurociąg East-West transportować ok. siedem mln baryłek ropy naftowej dziennie, stanowił alternatywę dla zablokowanej  cieśniny Ormuz, przez którą transportowano ok. 20-25 proc. światowego, globalnego transportu ropy naftowej gazu ziemnego.  

10 zł za litr ON to wariant optymistyczny, grozi nam brak paliwa

- Ekonomia jest nieubłagana. Publikowana cena hurtowa oleju napędowego w piątek wynosiła z VAT-em już 8,95 zł za litr. Przy takim poziomie ceny hurtowej cena detaliczna powyżej 9 zł za litr może pojawiać się na kolejnych stacjach. Wzrost cen detalicznych następuje z pewnym opóźnieniem, ponieważ paliwo było kupione wcześniej po niższych cenach - powiedział  "Faktowi" Adam Sikorski, prezes zarządu Unimot.

Jak podkreśla ekspert, w Europie jest za mało mocy rafineryjnych, a część zakładów przetwórczych, które zostały wyłączone na Bliskim Wschodzie, też w pewnej części pracowała dla Europy.  W obecnej sytuacji jest już jest bardzo blisko do tego, żeby w Polsce paliwo było na poziomie 10 zł.

Orlen uspokaja rynek
Na doniesienia dotyczące zniszczenia rurociągu od razu zareagował prezes Orlenu. 

- Grupa ORLEN dysponuje obecnie zdywersyfikowanym i elastycznym portfelem dostawców oraz własnymi zasobami i jest w stanie na bieżąco reagować na zmiany na globalnym rynku surowcowym - czytamy w komunikacie biura prasowego spółki.

- Zapewnianie, że Polska ma zabezpieczone dostawy surowca, oczywiście uspokaja rynek, ale to nie oznacza, że jesteśmy odizolowani od sytuacji globalnej. Jeśli nawet Polska nie korzystała z ropy naftowej przesyłanej saudyjskim rurociągiem East-West, to korzystali z niej inni odbiorcy. Jeżeli im zacznie brakować surowca, będą szukali go również tam, gdzie zaopatrują się rafinerie w Polsce lub w krajach ościennych - wskazuje prezes Unimotu.

Co może zrobić rząd?
Program CPN, na razie nie jest brany pod uwagę.

- Pole działania jest ograniczone. Oczywiście możliwe są rozwiązania podatkowe, dotyczące VAT czy akcyzy, z których rząd już w tym roku korzystał w ramach programu CPN. Trzeba jednak zachować ostrożność, ponieważ administracyjne obniżanie cen może zwiększać popyt w momencie, gdy ilość paliw na rynku jest ograniczona - mówi Adam Sikorski, prezes zarządu UNIMOT.

Naczelny  "Faktu" zapytała prezesa Unimotu o scenariusz na najbliższe dni/tygodnie: 

- W skrajnym scenariuszu nie koncentrowałbym się już na cenie. Znacznie poważniejszym problemem może stać się fizyczna dostępność paliw - dodał ekspert.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na inne paliwa dostępne na rynku, w tym autogaz. Niestety, cena LPG będzie rosła, choć z opóźnieniem w stosunku do benzyny i ON.

Jak sobie radzą z wysokimi cenami i dostępnością paliw Niemcy?
Niemcy posiadają duże rafinerie (m.in. w Nadrenii Północnej-Westfalii, Bawarii oraz w Schwedt/Odrą, które przerabiają ropę naftową sprowadzaną głównie z Norwegii, USA, Libii oraz Kazachstanu. To oficjalna wersja. Istnieją jednak podejrzenia, iż nasi sąsiedzi kupują - de facto - rosyjską ropę naftową z Indii. Przypomnijmy, że credo polityki AfD w Niemczech jest niepoprawne politycznie - kupować ropę naftową z Rosji i dokończyć budowę rurociągu Nord Stream 2. 
Przypomnijmy, że budowę ukończono w 2021 roku, ale Niemcy zawiesiły certyfikację projektu z powodu ataku Rosji na Ukrainę.

redakcja autoflesz.com

Źródło: fakt.pl

Z ostatniej chwili: Chiny, na prośbę Arabii Saudyjskiej, zainterweniowały w Iranie w sprawie ataków Hutich - donosi agencja Reutera. Pekin, dotknięty zamknięciem cieśniny Ormuz i naciskany przez sojuszników, nie chce pozwolić na blokadę przez jemeńskich rebeliantów kolejnego kluczowego szlaku morskiego - Bab el-Mandab. Decyzja Państwa Środka stawia Teheran w trudnej sytuacji.

Iran, jak przekazały agencji trzy zaznajomione ze sprawą źródła, miał odpowiedzieć stanowczo i stwierdzić, że stabilność w regionie zależy przede wszystkim od zakończenia wojny USA i Izraela z Iranem. Przypomnijmy, ze w tej samej sprawie szejk Arabii Saudyjskiej zwrócił się także do Donalda Trumpa - prezydent USA odmówił pomocy. / interia.pl/

Publish modules to the "offcanvas" position.