Temat nie jest nowy, ale w sytuacji bezpośredniego zagrożenia ze strony Rosji staje się języczkiem u wagi. Zdania w temacie obowiązkowego poboru są podzielone, zarówno w obecnym dowództwie MON, jak również w opinii prezydenta, premiera emerytowanych wojskowych, posłów czy prezesów partii.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Przypomnijmy, obowiązkowa zasadnicza służba wojskowa w Polsce została prawnie zawieszona 1 stycznia 2010 roku, na mocy wcześniejszej nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obrony z 11 lutego 2009 roku. Decyzję o rezygnacji z obowiązkowego poboru podjął rząd Donalda Tuska (koalicja PO-PSL), a kluczową postacią odpowiedzialną za przeprowadzenie tej reformy i profesjonalizację armii był ówczesny minister obrony narodowej, Bogdan Klich (ma być ambasadorem w USA, ale nie ma zgody prezydenta Nawrockiego).
Przypomnijmy, że obowiązek zasadniczej służby wojskowej został jedynie zawieszony, a nie całkowicie zlikwidowany, jak mówi i pisze wielu znanych publicystów, aktorów czy piszących frontmenów, jak Krzysztof Cugowski. To pierwsza ważna sprawa. Druga, może jeszcze ważniejsza - w obliczu trwającej wojny w Ukrainie i bezpośrednim zagrożeniu naszego państwa - oznacza że w przypadku zagrożenia państwa lub wybuchu wojny, polskie władze mają prawną możliwość jego przywrócenia. Trzecia, to zasadnicza sprawa formalna - obowiązek zasadniczej służby wojskowej został jedynie zawieszony, a nie całkowicie zlikwidowany. Niestety, przywrócenie tego obowiązku już spotyka się ze złym przyjęciem wśród poborowych, którzy obowiązek wobec ojczyzny mają na ostatniej orbicie walencyjnej. Ponadto, planowane zwolnienia, reklamacje, a nawet sprawy sądowe (odszkodowawcze) byłyby kartą przetargową, a nie kartą powołania.
Różne opinie, poglądy, uzasadnienia
Obecnie mamy różna optykę podejścia do tego zagadnienia. Dla przykładu wiceszefowa MON Magdalena Sobkowiak-Czarnecka powiedziała nie tak dawno, że jej osobistym zdaniem taki pobór powinien wrócić. Choć nie służyła w wojsku, a dziś jest ważną personą w strukturach MON mówi jak jest. Nieco inaczej tłumaczy ten problem gen. Roman Polko.
„Dzisiaj nie ma takiej potrzeby, bo jest naprawdę wielu chętnych do przeszkolenia, a jeżeli zrobi się to mądrze, to tych chętnych będzie przybywało” - zaznacza Polko.
Czyżby? A kiedy będzie taka potrzeba, jak Rosjanie naruszą art. 5 NATO i przekroczą przesmyk suwalski?
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka dodawała, że "dzisiaj takie modele struktur wojskowych, szkoleń, czy poboru w krajach sąsiedzkich, czy skandynawskich są wprowadzane". Podobnie jest w Izraelu, Danii, Estonii, Finlandii, Grecji, na Łotwie, Litwie, Norwegii, Szwecji czy Turcji.
„Uważam, że kobiety też powinny przechodzić takie szkolenia. To nie jest sprawa, która dotyczy tylko mężczyzn - dodała wiceminister.
Gen. Polko ma nieco inną koncepcję: „Chodzi o to, by stworzyć warunki do powrotu powszechnego szkolenia i wypracowania jego koncepcji. Podkreślam, że to jest kwestia infrastruktury, metodologii, instruktorów. A może i na pierwszym miejscu powinniśmy odpowiedzieć na pytanie: kogo i do czego szkolimy".
Jak dotąd nikt nie wymienia, z niewiedzy, albo przemilczenia tematu. Chodzi o infrastrukturę wojskową, a dokładniej koszary, miejsce zakwaterowania żołnierzy poborowych. Przykład Portu Wojennego Hel, najlepszej infrastruktury wojskowej (dyslokacja) na obiektach b. Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Radiotechnicznych i Szkole Chorążych w Jeleniej Górze. Przekazywanie jednostek wojskowych Agencji Mienia Wojskowego pod cywilną zabudowę - to była i obecna rzeczywistość. W Jeleniej Górze dla przykładu na dawnym placu apelowym powstają nowe zabudowy deweloperskie (nawet pomnik kpt. Bartosika zlikwidowano).
Kolejna sprawa, obowiązek służby wojskowej zatracono bezpowrotnie bardzo złą decyzja byłego już ministra Bogdana Klicha, lekarza, min. obrony w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Owszem, obowiązkowa służba wojskowa to są koszty, duże koszty, powrót szefów i dowódców kompanii na trudne stanowiska, a środki z programu SAFE nie są przeznaczone na finansowanie obowiązkowego poboru do wojska. Co więcej, prezydent Nawrocki, jak dotąd nie ruszył tego tematy, w obliczu spadających dronów przy polskiej granicy, aktów jawnej dywersji, szpiegostwa. Co więcej, ciągłe powoływanie się na przyjaźń z prezydentem Trumpem czy przypisywanie sobie zasług ws. amerykańskiej bazy w Polsce jest irytujące.
Wojna w Ukrainie jest buforem bezpieczeństwa dla Polski, a nasza pomoc musi być koherentna pomiędzy prezydentem, Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych a Donaldem Tuskiem, premierem.
Wróćmy jeszcze do kolejnej wypowiedzi gen. Polko. Były dowódca jednostki GROM dodaje, że "potrzebny jest architekt, który zbuduje plan szkolenia: kogo i do czego".
"Na bazie strategii, planów operacyjnych, potrzeb zgłoszonych przez wojsko. Później możemy wdrożyć powszechny program, do którego będą się zgłaszać ochotnicy, bo chętnych nie brakuje. Tylko ludzie chcą mieć poczucie sensu tego, co robią. Największą chorobą minionej epoki - do czego nie można z pewnością wracać - było to, żeby zorganizować coś byle jak, byleby coś zrobić, odhaczyć- zauważa.
Czy zatem pobór powinien być przymusowy, jak dawniej (w tym 3 lata w marynarce)?
„Dzisiaj nie ma takiej potrzeby, bo jest naprawdę wielu chętnych do przeszkolenia, a jeżeli zrobi się to mądrze, to tych chętnych będzie przybywało. Taki młody człowiek, który pójdzie do wojska na 3-miesięczne szkolenie, wróci bardziej zdyscyplinowany, ze znajomością nowoczesnych technik i z otwarciem na tę technikę. Spełni także obowiązek wobec ojczyzny. Więc i firmy będą chętniej puszczać na szkolenie, i ci młodzi ludzie, którzy będą na nie kierowani -nie na zasadzie zastraszenia czy przymusu, chętniej będą w tym uczestniczyć” – podsumował gen. Polko
Niestety, to nie tak działa. Dziś obrona ojczyzny - choćby na przykładzie wypowiedzi celebrytów, prezesów partii, patriotów - jest wymijająca. Zapytany przez prowadzącego program "Nasi w mundurach" Daniel Martyniuk, syn sławnego ojca, czy będzie bronił kraju odpowiedział: „Nie będę. Bo to nie moja wojna. Nie ja ją rozpętałem. Niech się biją ci z rządu”(!).
Sławomir Mentzen, ostatnio miał kilka wpadek medialnych, chce przywrócenia powszechnych szkoleń wojskowych dla młodych Polaków i przekonuje, że sama armia zawodowa nie wystarczy do obrony Polski. Z kolei wiceszef MON Cezary Tomczyk (kolega wiceminister Sobkowiak-Czarneckiej) odpowiada, że rząd nie widzi dziś potrzeby odwieszania poboru i stawia na ochotników.
"W przypadku wybuchu wojny młodzi ludzie i tak zostaną wcieleni do armii. Nie zdążą uciec za granicę. To w ich najlepszym interesie jest się do tego przygotować. Znacznie zwiększy to ich szanse na przeżycie" – przekonuje lider Konfederacji Sławomir Mentzen.

"Każdy, kto twierdzi, że powinniśmy mieć wyłącznie armię zawodową, tak naprawdę domaga się tego, żeby Polska nie miała szans obronić się przed Rosją. Gdyby Ukraina opierała się na armii zawodowej, upadłaby jakieś cztery lata temu. Ukraina broni się tylko dlatego, że ma pobór" – stwierdził Sławomir Mentzen w swoim czwartkowym wpisie na platformie X.
Premier Donald Tusk sprzeciwia się przywróceniu obowiązkowego poboru (zasadniczej służby wojskowej) w tradycyjnej formie, podkreślając, że rząd nie planuje powrotu do przymusowego wcielania obywateli do wojska. Zamiast tego stawia na system powszechnych, ale opartych na zachętach i dobrowolności szkoleń wojskowych, których celem jest odbudowanie rezerw obronnych kraju.
Prezydent Karol Nawrocki uważa, że na ten moment nie ma potrzeby przywracania obowiązkowego poboru (zasadniczej służby wojskowej). Jego zdaniem bezpieczeństwo państwa powinno opierać się na ochotnikach oraz rozwijaniu systemów dobrowolnych. Czy zatem "dziecko" b. ministra obrony Antoniego Macierewicza tj. Wojska Obrony Terytorialnej wystarczą?
Prezes NBP Adam Glapiński, jeden z najlepiej opłacanych prezesów w Polsce, a nawet w Europie, zdecydowanie popiera przywrócenie obowiązkowego poboru do wojska. Prezes NBP ocenił, że współczesne pokolenie młodych Polaków zostało wychowane zbyt „miękko” i oczekuje szybkiego dojścia do dobrobytu bez adekwatnego wysiłku. Według niego w kraju trzeba ciężko pracować i osobiście angażować się w jego obronę.
Warto zadać pytanie, ponownie. A kiedy będzie ten moment - na powszechny pobór - dlaczego okrojono polską armię, dziś po wielu programach naprawczych liczy ponad 220 tys. żołnierzy; generałów mamy 129, a niedługo przybędzie kilkunastu nowych.
Podsumowując, temat obowiązkowego poboru w Polsce nadal jest postrzegany biegunowo (niestety różnie). Czy zatem lepiej rozwijać służbę zawodową i okresowe przeszkolenia/ raczej ścieżki szkoleniowe: Dobrowolna Zasadnicza Służba Wojskowa (DZSW), szkolenie podstawowe, szkolenie specjalistyczne czy nieco inne szkolenia jak w WOT.
Wielu też naszych rozmówców ma różne spojrzenie na temat obowiązkowego poboru, ale większość nadal myśli, że temat wojny z Rosją jest sztucznie podsycany. Niestety... nie. Amerykańska baza, Siły NATO w Europie, art. 5 NATO, samoloty F-35 czy amerykańskie Abramsy nas nie obronią, to już przerabialiśmy choćby przed rozpoczęciem II wojny światowej. Podobnie było podczas żądania/prośby Donalda Trumpa, aby NATO włączyło się w ochronę cieśniny Ormuz.
Sojusze są dobre na papierze, w realistycznej sytuacji zostają łamane jak Memorandum Budapeszteńskie ws. broni jądrowej Ukrainy. Być może armia Putina jest coraz słabsza, ale nadal posiada największy na świecie arsenał broni jądrowej, ma mocnych partnerów jak Chiny, Korea Pn. czy Indie, a nakładane na Rosję sankcje nie spełniają do końca swojego zadania, albo są z premedytacją omijane. Z nieobliczalnym dyktatorem Putinem musi liczyć się każdy, nawet Donald Trump, który na Alasce przyjął go na czerwonym dywanie.
redakcja autoflesz.com
Źródło: wypowiedzi polityków