Zamek w Gołuchowie, nie bez powodu zaliczany jest do najpiękniejszych w regionie. Zarówno jego bryła, jeszcze nawiązująca do architektury zamkowej, jak i "koronkowy" detal dziedzińca, zachwycają każdego, kto go odwiedzi. My mieliśmy to szczęście, że zobaczyliśmy go w oprawie złotej polskiej jesieni i musimy przyznać, iż prezentował się bajecznie...
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Zapewne niewielu wie, że gołuchowska posiadłość, ten olśniewający efekt zawdzięcza wyłącznie jednej kobiecie: upartej, niezależnej, obdarzonej wrażliwością artystyczną i naukowym podejściem do kolekcjonerstwa - Elżbiecie Izabelli z Czartoryskich Działyńskiej.
Łyk historii
Pierwotnie, w latach 1550-1560, Rafał Leszczyński herbu Wieniawa, ówczesny właściciel gołuchowskich włości, kazał w tym miejscu wznieść kilkukondygnacyjną, osadzoną na regularnym planie, budowlę obronną. Posadowiony wysoko nad brzegiem Ciemnej (Trzemnej), oszkarpowany i wyposażony w baszty zamek szybko przestał być funkcjonalnym. Dlatego jego syn, Wacław Leszczyński przekształcił go w późnorenesansową rezydencję magnacką. Dobudował dom mieszkalnego i kazał ozdobić elewację wejściowej z arkadową loggią.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Pod koniec XVII wieku, Leszczyńscy sprzedali Gołuchów, a kolejni jego właściciele, o kompletnie przestarzały już obiekt nie dbali, systematycznie (powoli) doprowadzając go do ruiny. W takim stanie (zapewne stosunkowo tanio), w 1856 roku zakupił go Tytus Działyński, który zamierzał ofiarować go, jako prezent ślubny synowi Janowi Kantemu Działyńskiemu i jego przyszłej żonie, księżniczce Elżbiecie Izabelli Czartoryskiej.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Plany obu rodów były ambitne, ale nie wszystko wyszło tak jak zamierzali rodzice Izabelli i Jana
Należy wspomnieć, że żadne z przyszłych małżonków, nie paliło się (delikatnie mówiąc) do tego, wymarzonego przez Tytusa Działyńskiego związku. On jednak chciał „podwyższyć” status rodziny wchodząc w koligacje ze znanym rodem książęcym. Skąd my to znamy, nawet dziś, rodzice nie zawsze podzielają wybór syna czy córki (i odwrotnie).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Jan bowiem kochał inną hrabiankę Marię Mańkowską z Winnej Góry. Izabela zaś, w najmniejszym stopniu, nie była zainteresowana osobą przyszłego męża Jana. Urodzona i wychowana w kręgu kultury paryskiej księżniczka, zdolna amatorka- malarka i zręczna kolekcjonerka dzieł sztuki, piękność otoczona tabunem wielbicieli, nie widziała możliwości szczęśliwego pożycia u boku poważnego, skłaniającego się ku naukom ścisłym, Jana Kantego. Do tego dochodziła duma Izabelli - Działyński był „zaledwie” hrabią. Robiła więc co mogła, aby ich "narzeczeństwo" trwało jak najdłużej, często podróżowała po Europie, co rusz przekładając datę ślubu, chciała nawet iść do klasztoru. W końcu uległa naciskom własnej rodziny - Czartoryscy bowiem chcieli wzmocnić swoją pozycję, a nawet poparcie w Wielkopolsce.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Dlaczego? Czartoryscy i Działyńscy dążyli do tego małżeństwa z kilku powodów:
- Połączenie wielkich fortun i interesów majątkowych. Rodzina Działyńskich dysponowała ogromnym majątkiem w Wielkopolsce (m.in. dobrami kórnickimi). Czartoryscy zaś posiadali olbrzymi prestiż i wpływy polityczne. Po konfiskacie majątków po powstaniu listopadowym i na emigracji w Paryżu potrzebowali silnego, stabilnego oparcia finansowego w kraju;
- Wzrost wpływów politycznych w Wielkopolsce. Adam Jerzy Czartoryski, stojący na czele konserwatywno-liberalnego obozu Hotel Lambert, traktował małżeństwo córki jako klucz do przemyślanej strategii. Koligacja z wpływowym rodem Działyńskich pozwalało Czartoryskim umocnić swoją pozycję w Wielkim Księstwie Poznańskim;
- Wspólnota celów narodowych i społecznych. Obie rodziny należały do elity intelektualnej i patriotycznej ówczesnej Polski. Tytus Działyński i Adam Jerzy Czartoryski wierzyli, że sformalizowanie tego przymierza - poprzez małżeństwo - scementuje współpracę obu rodów na polu walki o sprawę polską, mecenatu sztuki oraz edukacji.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
W lutym 1857 roku, w Paryżu, powiedziała sakramentalne "tak". Przyjechali oboje do Polski, gdzie w Kórniku, rodowym zamku pana młodego zgotowano im gorące przyjęcie, ale nie osłodziło ono jednak Izabeli rozgoryczenia związanego ze ślubem. Czary goryczy dopełnił dar ślubny teścia... Gdy zobaczyła Gołuchów napisała do rodziny: " Wygląda jak nieduża, średniowieczna kasztelania po ataku i złupieniu".
Bywającej w najlepszych paryskich salonach kobiecie, mówiącej biegle po francusku (słabo po polsku), polska prowincja musiała wydawać się upiorna. Mimo, iż przed przyjazdem młodej pary, Działyńscy próbowali zamek i park "upiększyć", lokując w nim część zbiorów kórnickich i dokonując w parku nowych nasadzeń, to całość nadal prezentowała się żałośnie – przynajmniej zdaniem młodej księżnej.
Zapewne "w duchu" Izabela cieszyła się, że podczas ślubu podpisana została intercyza (była o wiele bogatszą od Jana), która pozwalała jej dysponować majątkiem własnym.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Jan Kanty również nie miał powodów do zadowolenia, nie dość, że musiał zrezygnować z poślubienia pięknej Marii Mańkowskiej, to jeszcze o wiele wyższa pozycja żony ( zarówno ta społeczna jak i ekonomiczna) była dla niego jednym, wielkim pasmem upokorzeń. Nie wiadomo, które z nich zdecydowało, że ich związek pozostanie „białym małżeństwem”. Jedna i druga strona miała powody, by czuć niechęć do wzajemnych „małżeńskich powinności”. Mogła to też być forma ich wspólnej zemsty na swych rodzinach, którzy z utęsknieniem wypatrywały potomka i przedłużenia rodu Działyńskich. Niestety, małżeństwo do samego końca było bezdzietne.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ król Stanisław Leszczyński
Małżonkowie od początku nie spędzali ze sobą wolnego czasu i w zasadzie mieszkali oddzielnie. Jego pochłaniała polityka, nauka, sprawy narodowe (rezydował w Kórniku), ona gdy tylko mogła, wyjeżdżała do rodziny, do Paryża. Nie kochała męża, ale szanowała jego dążenia niepodległościowe i chętnie udzielała mu ogromnych pożyczek, które Jan Działyński spożytkowywał na pomoc powstańcom (powstanie styczniowe 1863).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Warto tu również wspomnieć, iż Jan, mimo najlepszych chęci i szlachetnych postanowień, nie miał talentu... ani do gospodarowania, ani do konspiracji, więc jego pomoc powstańcom szybko znalazła się "na celowniku” zaborcy. Kiedy władze pruskie, za pomoc i udział w powstaniu styczniowym (walczył w oddziałach gen E. Taczanowskiego), skazały Działyńskiego na śmierć i konfiskatę majątku, jego sytuacja wyglądała bardzo źle. Udało mu się wprawdzie uniknąć śmierci i wyjechać na emigrację, żeby uratować część majątku, ale Izabella formalnie odkupiła od męża Gołuchów.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
W momencie kiedy włości znalazły się wyłącznie w jej rękach, a sytuacja polityczna i gospodarcza we Francji stała niebezpieczna (wojna francusko-pruska, upadek II Cesarstwa) przeniosła się do Polski i zaczęła aktywnie pracować nad przekształceniem Gołuchowa oraz... uczyć się języka polskiego, którym do końca życia nie potrafiła (a raczej nie chciała) posługiwać się biegle.
fot. Małgorzata Maciejewska/ mauzoleum księżnej Czartoryskiej w Gołuchowie
Jeśli chodzi o Gołuchów, to umyśliła, że na wzór zamków francuskich, nada mu nieco eklektyczny, renesansowo-romantyczny charakter. Posiłkowała się wzorami architektów: E. Viollet le Duca i Zygmunta Gorgolewskiego, jednak ostateczny plan rezydencji wykonał zięć E. Viollet le Duca, M. A. Ouradou.
Przebudowa, dokonana w latach 1875-1882 nie zniszczyła renesansowego charakteru wcześniejszej budowli, raczej go podkreśliła i podbarwiła tak zwanym kostiumem francuskim. Przebudowano skrzydło południowe, częściowo rozebrano stary dwór, zachowano trzy wieże oraz dobudowano czwartą, skrzydło zachodnie i kamienny most nad fosą. Nadbudowano wieże a w czterospadowych dachach umieszczono lukarny. Korpus od strony arkadowego dziedzińca zaopatrzono w bogato zdobiony portyk do podziemia i efektowne schody na krużganek.
Księżna miała ciekawe hobby
Już przed podjęciem decyzji o przebudowie zamku Izabella kolekcjonowała zabytkowe, kamieniarskie elementy (obramowania okien, nadproża, obudowy kominków, płaskorzeźby) sprowadzane z Włoch, Francji, Flandrii i Niemiec, które wykorzystała do ozdobienia odnowionego zamku. Należy też podkreślić, iż zamek od początku był pomyślany jako obiekt mający służyć podkreśleniu wielkości rodu, a niektóre pomieszczenia miały eksponować przebogate zbiory z kolekcji Czartoryskiej i Działyńskiego. Do dziś zachowały się tylko niektóre dzieła, większość została zrabowana w czasie wojny ( po wojnie szabrownicy dokonali kolejnego zniszczenia).
Oprócz przebudowy pałacu i reorganizacji parku, Gołuchów zawdzięcza Izabelli znacznie więcej. To z jej inicjatywy powstał budynek "oficyny" (przebudowany z nieczynnej gorzelni), pałac mieszkalny, w którym rezydowała Izabella, budynek administracyjny przy bramie do parku (tak zwana "kasa") oraz przekształcenie dawnej barokowej kaplicy w rodowe mauzoleum, w którym po śmierci złożono jej szczątki przywiezione z Francji. Jej też zasługą jest przekształcenie części zabudowań folwarcznych na tzw. Dybul.*
*/ W zespole pałacowo-parkowym w Gołuchowie znajduje się historyczne miejsce oraz budynki nazywane „Dybul”. Nazwa ta pochodzi jeszcze z XVII wieku od nazwiska mieszkającego tam młynarza Dybuła. Znajdują się tam dziewiętnastowieczne budynki dawnego kurnika i obory (późniejszej stajni), zaprojektowane według francuskich wzorów architektonicznych.
Należy podkreślić, że Izabella z Czartoryskich Działyńska od początku swej działalności kolekcjonerskiej (rozpoczętej grubo przed ślubem) podchodziła do niej w sposób przemyślany i naukowy. W jej zbiorach nie było miejsca na przypadkowe zakupy i ten zamysł widoczny jest też w ekspozycji dzieł udostępnionych do zwiedzania. Wnętrza gołuchowskiej rezydencji urządzone są celowo i mają służyć zarówno podkreślaniu wielkości i znaczenia rodu jak i zaznaczeniu ciągłości kultury europejskiej.
Księżna Czartoryska pozostawiła wiele pamiątek po sobie
Księżna Izabella z Czartoryskich Działyńska zmarła w 1899 roku (przed śmiercią zdołała jeszcze przekształcić Gołuchów w ordynację), a jej decyzją zamek miał stanowić prywatne muzeum Czartoryskich. Jako taki, pod zarządem spadkobierców Czartoryskich, funkcjonował do 1939 roku.
Wśród zbiorów z kolekcji Czartoryskich i Działyńskich wyróżniał się zbiór i czerwono i czarnofigurowych waz greckich, okazałe rzeźby i płaskorzeźby europejskie, malarstwo i rzemiosło artystyczne. Niestety, najwartościowsze zbiory zostały rozkradzione i rozproszone podczas II wojny światowej. Dla przykładu z przedwojennej chluby Gołuchowa, kolekcji 259 greckich waz, dziś prezentowanych jest zaledwie 56. Ale i bez nich jest co oglądać w zamku, co pokazujemy na zdjęciach.
Warto też dodać, iż pod koniec wspólnego życia małżonkowie zbliżyli się do siebie, może nie była to miłość czy zauroczenie, ale wspólnie działali na rzecz ponad 160 ha parku i arboretum. Dziś można tu spędzić niemal cały dzień.
Na koniec dość istotna uwaga – prosimy nie mylić jej babki Izabelli z Flemingów Czartoryskiej (1746–1835), córki Antoniny z Czartoryskich oraz Jerzego Detloffa Flemminga.
Pytania do przewodnika
Wielu pyta o jej prywatne dzieła sztuki, tak jak o naszyjnik ks. Daisy z Zamku Książ. Częściowo odpowiedzieliśmy. Niestety, jej prywatne muzeum zostało zrabowane zaraz na początku wojny przez hitlerowców. Hipotezy dziennikarzy śledczych dotyczące tego regionu wskazują także na wywiezienie zbiorów do Niemiec, a po wojnie do... Leningradu przez niezwyciężoną Armię Czerwoną!
Izabela Czartoryska była mecenasem sztuki, kupowała we Francji i Włoszech unikalne popiersia cesarzy rzymskich. Dziś można tu zobaczyć medaliony z popiersiami cesarzy rzymskich umieszczone nad łukami arkad krużganka, pochodzące z Francji z XVI w. czy florencką płaskorzeźbę z XV w. przedstawiającą "Pochód Bachusa" przy portalu głównym od strony dziedzińca. Całość została przez księżną przeznaczona jako dar do muzeum i podzielona na: komnaty mieszkalne i reprezentacyjne polskich rodów z XVII w. oraz sale muzealne z kolekcjami obrazów i wspomnianych amfor.
Czasy współczesne
Do chwili przejęcia włości i przyległego parku wraz zabudowaniami w Gołuchowie, obiekt był użytkowany przez Muzeum Narodowe w Poznaniu, jako jego oddział p.n. „Muzeum Zamek w Gołuchowie”. Cała nieruchomość, przed wpisaniem do księgi wieczystej spadkobierców Władysława Marii Piotra Czartoryskiego, była własnością Skarbu Państwa - Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. /źródło: kalisz.nasze miasto.pl/
Zamek jest objęty ochroną prawną na podstawie wpisu do rejestru zabytków województwa wielkopolskiego, podobnie jak niemal 162 hektarowy park wpisany do rejestru zabytków w 1965 r. Znajdziemy tu unikalne drzewa, pomniki przyrody, ścieżki edukacyjne a także zagrodę z żubrami, konikami polskimi, dzikami czy danielami; stawy zaś zamieszkuje ptactwo wodne. Wszystko jest opisane i sklasyfikowane. Przebywając tu, oddychamy czystym powietrzem, a swoisty mikroklimat przyciąga gości z całej Polski i Europy. Ścieżki przyrodnicze/edukacyjne są doposażone w ławeczki (a nawet drewniane mostki), można odpocząć, podziwiać bajkowy świat przyrody i złotą polską jesień.
Izabela Czartoryska-Działyńska, przed śmiercią napisała:
- Na zamku w Gołuchowie umieściłam zbiór dzieł sztuki różnego rodzaju, który zbierałam w długim lat szeregu. Życzeniem jest moim, aby te dzieła sztuki się nie rozproszyły i aby zbiór ten zachował się pełny i cały po wieczne czasy. Spodziewam się, że zbiór powyższy ogółowi pożytek przyniesie, wywołując i podnosząc upodobania do sztuki i zmysł piękna (...)
Ciekawostki
Na zamkowych krużgankach kręcono sceny do serialu „Królowa Bona”, „Hrabina Cosel” czy Akademia pana Kleksa”. Żyjący potomkowie służby pałacowej twierdzą, iż na gołuchowskim zamku ukryto skarby. Kolejni właściciele próbowali je odnaleźć „na własną rękę”. Działania były ponoć radykalne, jak wyburzanie ścian czy wykopy w podzamczu. Do tej pory nie podjęto jednak istotnych prac w tym kierunku, przynajmniej nie chwalili się tym kolejni właściciele.
Mówi się jednak, że mogą być tu zakopane złote monety bite w królewskiej mennicy. Jeszcze głośniej jest o duchach Izabeli Działyńskiej z Czartoryskich i Jana. Podobno to oni pilnie strzegą tajemnic zamkowych. Podobny przypadek zanotowano na Zamku Książ, gdyż podziemia do dziś są pilnie strzeżoną tajemnicą przez potomków esesmanów i organizacji Todt'a.
Warto też dodać, że Lasy Państwowe opiekujące się ślicznym, by nie powiedzieć cudownym parkiem, skatalogowały każdy eksponat czy pomnik przyrody. Pod każdym drzewem czy rośliną są tabliczki z opisem (i nazwą łacińską), jak w arboretum.
Na co zwrócić uwagę:
- Przede wszystkim wejścia do zamku są limitowane, tylko 30 osób może wejść, co pół godziny. Strzegą tego pracownicy ochrony i przewodnicy. Bilety kupujemy dopiero po wejściu przez zabytkową bramę, w kasie biletowej. Indywidualne zwiedzanie z przewodnikiem jest możliwe, ale kosztuje 150 zł (zwykle powinna być grupa);
- Pracownicy, służby ochrony, wreszcie przewodnik nie pozwalają na robienie zdjęć z lampą błyskową, ale musimy wiedzieć, że nawet w słoneczny dzień światło zastane w komnatach jest słabe, dlatego ważnym elementem jest wysokie ISO i nieco teorii podczas robienia zdjęć przy słabym świetle. Zwykle na statyw nie ma czasu;
- Zwiedzanie grupy trwa ok. 30 minut, wchodzi się schodami do piwnicznych pomieszczeń, zaś schodzi schodami z piaskowca. Tu najczęściej młode pary i wycieczki robią zdjęcia;
- Arboretum (park) i zagroda żubrów jest bezpłatna, ale marsz trwa ok. 15-20 min. ścieżkami, w promieniach złotych liści, są oznakowane. Jeśli macie czas warto zajrzeć do mauzoleum księżnej Czartoryskiej;
- Ceny biletów: normalny 20 zł, ulgowy 13 zł, dzieci i uczniowie (studenci) 1 zł;
- Tuż przy zamku jest restauracja Zamkowa, ale w soboty i niedziele przepełniona, a parking zwykle zajęty. Zamek ma własny, darmowy parking, także dla autobusów i busów;
- W Gołuchowie można spędzić niemal cały dzień, od 9.00-16.00. W poniedziałek (zwiedzanie zamku) - nieczynne, ale park i zagroda żubrów do dyspozycji.
redakcja autoflesz.com
Małgorzata Maciejewska, historyk sztuki, Krzysztof Golec